Z pamiętnika młodego hippisa

Z pamiętnika młodego hippisa

Wszystko zaczęło się 14.01.1967 roku w San Francisco, pamiętam dobrze ten dzień. Wybraliśmy się z przyjaciółmi do Golden Gate Park, gdzie odbywał się festiwal pod nazwą „The Nord s First Human Be In ” (tzn.  Pierwsze światowe połączenie człowieka ). 

Nie spodziewałam się, że zgromadzi się tam tyle młodych osób, które swoim przyjściem będą chciały zadeklarować chęć walki z otaczającym ich światem. Nad głowami powiewały ogromne flagi z różnymi hasłami takimi jak: „Make love, not war”, „All people are one”, „Fuck hate” czy też „Make Peace”. 

Te właśnie napisy stały się naszymi późniejszymi hasłami ideologicznymi. Byłam zachwycona tym widokiem, nie było wśród nas osoby, która nie skandowałaby przeciwko wojnom, złu i niesprawiedliwościom dziejącym się na świecie. Lekko poddenerwowana schroniłam się pod ramię Alexa, on tylko pogłaskał mnie po głowie i delikatnie się uśmiechnął. 

Zainteresował mnie również znak namalowany na każdej fladze. Moje pierwsze skojarzenie dotyczące owego znaku było jednomyślne: kółko oznaczało ziemię, a w jego centrum znajdował się ptak, który ukazuje swoją wolność oraz oblatuje glob. 

Ziemia według mnie symbolizuje wędrowanie, naturę, a ptak wolność i swobodę. 

Chwilę kontemplacji przerwało dudnienie w głośnikach, na scenę wyszło dwóch dziwnie ubranych panów z bujnymi czuprynami. 

Wszyscy zaczeli skandować ich imiona: „Allen!!”, „Timothy!!”. 

Kiedy dali znak aby się uciszyć, wszyscy zamilkli. Zaczęli opowiadać o tym, że wojna wcale nie jest konieczna w dzisiejszym świecie, że są inne sposoby porozumiewania się oraz to, że wolność to najważniejsza cecha społeczeństwa XX wieku. 

Ich ideologia wydawała mi się strasznie surrealistyczna, w szczególności wtedy gdy zaczęli mówić o anarchii, zaburzeniach w strukturze politycznej państwa, a także o rewolucji seksualnej, której byli zwolennikami od niepamiętnych czasów. Widać było, że Allen Ginsberg jest swietnym demagogiem, umiał trafić do każdego, poprzez swoje „wysublimowane” słownictwo. Niekiedy zdarzało mu się mówić w sposób na tyle wulgarny, że raniło to mój słuch. Nie twierdzę, że jestem wyrachowaną i dobrze wychowaną dziewczynką, ale nie uczestniczyłam nigdy w tego rodzaju wystąpieniach. 

Poza tym, mając zaledwie 15 lat nie byłam przyzwyczajona do nocnych wypadów ze znajomymi, którzy tak naprawdę nie znają mnie na tyle by móc chociażby powiedzieć jaki jest mój ulubiony zespół, czy piosenka. Stojąc przed wielką sceną zastanawiałam się czy dobrze zrobiłam przychodząc na festiwal. Zawsze byłam przykładem dla moich sióstr, wzorowa uczennica i pokorna córka, a teraz?  Teraz musiałam wymknąć się przez okno pokoju, żeby móc tu być. Gdyby matka się o tym dowiedziała, dostałabym szlaban do końca życia, albo co gorsze nigdy by się do mnie nie odezwała. Tę chwilę zamyślenia przerwał Alex, podając mi coś dziwnie wyglądającego, do ust. Nie miałam pojęcia co to mogło być. 

Papieros? 

Cygaretka? 

Zapaliłam kiedyś papierosa za garażem przed szkołą jak miałam 13 lat, ale pamiętam, że to nie było miłe przeżycie. 

Alex, tym razem z uśmiechem na twarzy przysunął owe cudo bliżej mnie, zaciągnęłam się i od razu poczułam, że to coś innego, coś co sprawiło, że moje ciało stało się wiotkie i lekkie. Zamknęłam oczy i położyłam się na trawie, pierwszy raz w życiu było mi błogo i beztrosko, przestałam się martwić problemami, matką, młodszymi siostrami czy szkołą. Wszystko w jednej chwili stało się proste, przestałam czuć chłód styczniowego wieczoru, a uśmiech nie schodził mi z twarzy. Widziałam zadowoloną minę Alexa, rozejrzałam się wkoło i zauważyłam, że wszyscy wyglądają tak jak ja, a roszkoszny zapach unosił się nad naszymi głowami. Wiedziałam jedno: nie miałam ochoty przerywać tego przyjemnego stanu, w którym przyszło mi trwać. 

  Następnego dnia obudziłam się w swoim łóżku, naga i obolała. Pamiętałam tylko rozpoczęcie festiwalu i dużo alkoholu. Gdy zeszłam do kuchni, dostałam jak co dzień płatki owsiane i sztuczny uśmiech matki, zmywającej naczynia. Nie mogłam się doczekać spotkania ze znajomymi, podświadomie miałam nadzieję, że opowiedzą mi co się ze mną działo poprzedniego dnia. Pobiegłam szybko do siebie, otworzyłam szafę i włożyłam stare poszarpane dzwony, koszulkę non-iron, chwyciłam torbę i poszłam na zajęcia. Na korytarzu Alex przywitał mnie gorącym uściskiem i szepnął do ucha: „Dziękuję za wczorajszy wieczór…”. Nie miałam pojęcia o co chodzi, ale dziwny niepokój ogarnął moje ciało, zaczęłam na siłę przypominać sobie co takiego wydarzyło się po koncertach, niestety ze znikomym skutkiem. Ustaliliśmy spotkanie po lekcjach w szkolnej piwnicy. 

Gdy już wszyscy przybyli padł pomysł zrzuty na LSD, nie byłam zachwycona tym pomysłem ale wspomnienia z ostatniego razu, kiedy doświadczałam skutków testowania innego narkotyku sprawiły, że dorzuciłam swoje 5 dolców, które dostałam na kino. 

Po odebraniu towaru poszliśmy wszyscy na strych do Alana. Każdy znalazł sobie miejsce i dostał do ręki mały kartonik różowego uniesienia. Położywszy go sobie na język, obsunęłam się na fotelu i czekałam na efekty boskiej rozkoszy. 

Po około godzinie przed oczami pojawiły mi się dziwne mozajki, ściany zaczęły się poruszać, a ludzie siedzący koło mnie patrzyli na mnie jakoś inaczej. Wstałam i nagle opadłam na ziemię, spróbowałam drugi raz, tym razem udało mi się utrzymać równowagę, wszyskie przedmioty znajdujące się na strychu zaczęły wirować, poczułam nagłą i ekspresyjną potrzebę tańczenia, Alan jakgdyby czytał mi w myślach, włączył Piece Of My Heart, w wykonaniu Janis Joplin. Moje ruchy były spójne i wolne, czułam się jak ptak z tego znaku, który widziałam na feście. Alex podszedł do mnie i usiedliśmy razem na podłodze, zaczął mnie gładzić po policzku, potem po szyi, ramionach, piersiach. Czułam wielkie pożądanie, podniecenie opływało moje ciało, rozejrzałam się po pokoju i zauważyłam, że wszyscy byli pogrążeni w ekstazie, moje przyjaciółki namiętnie się całowały, Alan rozbierał właśnie jakąś dziewczynę, nikt nie zwracał uwagi na to co dzieje się dookoła, mnie też to mało interesowało. Oddałam swoje ciało Alexowi, mógł ze mną zrobić co tylko chciał. Nie bałam się o nic, ponieważ tak bardzo mu wtedy ufałam. 

Takie spotkania miały miejsce coraz częściej, niekiedy codziennie oddawaliśmy się narkotykowym doznaniom. 

Innymi z naszych poczynań, mających na celu zmianę świata na lepsze, były rozruchy uliczne. Pewnego dnia urządziliśmy demonstracje przed urzędem miasta, ponieważ nie popieraliśmy ówczesnej polityki naszego kraju. Uważaliśmy, że wszyscy są braćmi i dla każdego znajdzie się miejsce w świecie bez przemocy i obłudy. Wierzyliśmy, że natura jest najwiekszą siłą naszej ery, chodziliśmy boso, by oddać cześć Matce Ziemi, dziewczyny nosiły kwiaty we włosach, a chopcy nie ścinali włosów, to było coś w rodzaju strajku wobec odbywania służby wojskowej i wolności, która dotyczyła każdego człowieka. 

Żyliśmy chwilą, nie martwiliśmy się tym co może się stać, nie mieliśmy stałego miejsca zamieszkania, jeździliśmy po całym kraju i korzystaliśmy z życia. Eksperymentowaliśmy z narkotykami, jedliśmy grzybki psylocybinowe, paliliśmy marihuanę i haszysz. Z czasem zaczęliśmy próbować twardych nakrotyków tj. heroina czy amfetamina. Ludzie zaczęli nas postrzegać jako narkomanów, a my przecież tylko próbowaliśmy życia. Nie namawialiśmy nikogo do narkotyzowania się, po prostu działaliśmy zgodnie z naszymi sumieniami.  Najwspanialszym przeżyciem jakie miało miejsce w moim życiu był wyjazd na Woodstock. Właśnie tam spotkało się ponad pół miliona hipisów, których łączyła ta sama ideologia i wiara w lepszy świat. Rozmawiałam z setkami osób i każdy myślał tak jak ja, każdy z uśmiechem podchodził do mnie i podawał skręta, których było pod dostatkiem. 

„Pokój, miłość i szczęście”- takie hasło przewodziło owemu festiwalowi. Nie spotkałam się bowiem z żadną kradzieżą, rozbojem czy gwałtem. Oczywiście, nie był to idealny festiwal, miał wiele niedogodności tj. brak bieżącej wody, kiepskie warunki sanitarne, zła pogoda czy kurz, ale to nie przeszkodziło w dobrej zabawie. Woodstock był przełomową imprezą w historii muzyki rockowej, symbolizował naszą subkulturę ale również stanowił zapowiedź jej kresu. Z czasem nasza ideologia zaczęła się zacierać, większość hipisów zajęła się szukaniem sposobów na produkcję narkotyków i nie propagowała już swoich ideologii. Przestało się mówić o walce z polityką, wojnami i brutalnością na świecie. 

Każdy zajął się sobą. Wzrosła liczba zachorowań na choroby weneryczne oraz zgonów przez przedawkowanie narkotyków. Zanikła wiara, nadzieja i ogólna miłość do bliźniego.

…a ja nadal wierzę i czekam na inny obrót spraw. 

Autor: Anna Mroczka instagram: apogeum.magii

Dodaj komentarz